22 stycznia 2015

Papież Franciszek od wszystkiego

Może to przez moje ogromne przywiązanie do stylu Benedykta XVI, ale mam takie poczucie, że kreuje się rzeczywistość, w której przed Franciszkiem nie było niczego...

Nie chcę, żeby tropienie nieścisłości liturgicznych, stylistycznych czy prawnych pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka stało się moją paranoją. Nie mam obsesji na punkcie Benedykta XVI, przyjęłam do wiadomości zmianę na Stolicy Apostolskiej i całą sobą uważam Franciszka za mojego papieża.
Wiele rzeczy jednak nie daje mi spokoju, choćby książka "Lider. Papież Franciszek", która w dużej mierze zawiera zapis alternatywnej wizji świata, której głównym punktem odniesienia jest człowiek w gumiakach, karmiący świnie i piorący ubrania swoich współbraci. Autor zarzeka się, że to co stworzył nie jest biografią, zrozumiałam też, że nie chodzi mu o klasyczną mowę motywacyjną. Trzymam więc w rękach nie wiadomo co i zastanawiam się, do czego jeszcze ludzie użyją następcy Świętego Piotra?

Nie będę przepraszać, że dla mnie papież jest Namiestnikiem Chrystusa i chciałabym, żeby jako taki był traktowany (i żeby te argentyńskie świnie już zostawić w spokoju). Nie, nie o to chodzi, żeby teraz roztrząsać, kto kim dla kogo jest. I dlaczego ludzie wykorzystują pokorę i bezpośredni styl papieża, żeby prezentować go jako równego gościa, który tylko sobie coś tam mówi.
Chodzi o to, żeby nie czynić z Franciszka pierwszego papieża, który w końcu na serio wziął nauczanie Jezusa Chrystusa! Na prawdę, przed nim był tłum świętych papieży, którzy wychodzili naprzeciw trudnościom i reformowali Kościół, byli otwarci na ludzi, pobożni, pokorni oraz (co wysuwane jest jako najważniejsze w postawie papieża) wprowadzali zmiany, rozumieli współczesność i nie odrzucali rozwoju cywilizacyjnego!
Mój średni iloraz inteligencji pozwolił mi na zapamiętanie informacji o świniach, gumiakach i pralni oraz o braku czerwonych butów, skromnym apartamencie i zwykłym samochodzie. Zupełnie tak, jakby to było sednem posługi papieża. To prawda, że przytoczone zostały też opowieści o innych historiach z życia ojca Bergoglio, ale one niebezpieczne giną pod papieskimi czerwonymi butami...
Boję się, że coraz częściej papież będzie zyskiwał sympatię jako jeden w wielu liderów organizacji z wielowiekową tradycją... A to chyba nie o to chodzi.

Niestety, w trakcie czytania bywały chwile kiedy łapałam się za głowę (dosłownie i w przenośni):
Papież Franciszek odziedziczył niefortunny bagaż trwających od dawna dysfunkcji i nieprawidłowości organizacyjnych. Te ropiejące wrzody należy uleczyć, tworząc bardziej wiarygodną, cieszącą się większym szacunkiem i bardziej profesjonalną strukturę administracyjną. [s. 216]
Chwała papieżowi Franciszkowi za to, że odważył się na własny, mały bunt przeciw izolacji; nie dał się zamknąć w kokonie apartamentów papieskich i odgrodzić od codziennej rzeczywistości dmuchanym pontonem złożonym z hierarchów, Gwardii Szwajcarskiej i innych urzędników kościelnych. [s.105]

Za to, jeżeli ktoś potrzebuje motywacji może to być właśnie ta książka, która zmieni jego sposób patrzenia na świat i siebie. Problemem może być fakt, że autor chce dotrzeć do wszystkich. Raz więc zupełnie odrywa swoje przesłanie od fundamentów religijnych, robiąc to, moim zdaniem, na siłę, nawet w takich momentach, w których na prawdę nie jest to konieczne. Tłumaczy przy tym laikom pewne kwestie, które dla średnio praktykującego katolika są oczywiste (i umówmy się, używa przy tym zdecydowanie przesadzonej generalizacji). Innym razem podkreśla swój silny związek z Kościołem i fakt, że jego główny bohater (czyli Franciszek) być może wyłącznie dzięki Kościołowi osiągnął wszystkie swoje umiejętności przywódcze...
Po prostu nigdy nie wiadomo. Nigdy nie wiadomo, kiedy nasza zwykła, codzienna praca lub zwykła rozmowa z przyjacielem stanie się momentem zwrotnym w czyimś życiu. [s. 159]

Książka napisana została dla liderów, a nie dla fanów Franciszka. Poza wątkami biograficznymi często do głosu dopuszczane są osobiste doświadczenia autora czy różnorakie anegdoty. Ta pozycja ma swoją wartość.
Ja jednak wyczuwam w tej książce pewną niespójność. I potwierdziło się moje przeczucie, że papież Franciszek jest od wszystkiego, ale najmniej jest nam potrzebny do tego, żeby go słuchać i dzięki temu pogłębiać swoją relację z Bogiem i związek z Kościołem... (czyli na dobrą sprawę, mamy z nim ten sam kłopot co z wszystkimi jego poprzednikami).

Książka jak zwykle posłużyła mi wyłącznie za pretekst. Nie omówiłam wszystkich wątków, a właściwie głównie powiedziałam tylko o tym, co mi się w niej nie podobało. Czytanie jej to nie grzech, ale chyba należałoby to robić z pewnym dystansem.


tytuł: Lider. Papież Franciszek
autor: Chris Lowney
wydawnictwo: WAM
data wydania: 2014
numer ISBN: 9788327701480

3 komentarze :

  1. Uwielbiam Papieża Franciszka, zaraz po JP2 najlepszy papież:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dystans w czytaniu często się przydaje! Minimalne intelektualne sito jest wręcz wskazane.
    Cytat ze str. 159 - genialny!!

    Pozdrawiam i zapraszam http://papierowakobietka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...