4 lutego 2015

Ten, który zawisł u mnie na ścianie

W bezpośrednim towarzystwie sefie z abp. Gądeckim i abp. Migliore, zaraz obok Chrystusa Pantokratora, Ducha Świętego i św. Józefa Kaliskiego, w tym samym pokoju co św. Jan XXIII i Anioł Stóż Zawodowiec, w podobnym formacie co moje zdjęcie z przedszkola (wspomnienie po czasie, kiedy byłam jeszcze piękna i młoda ;) ). Wisi na ścianie plakat z idolem. Dostałam go na urodziny, mnie samej nie stać by było na taką fantazję. Chyba.

Na plakacie tekst:
Nawrócenia nie da się odłożyć na później. Choćbyś miał tysiące ważnych spraw, musisz złapać tę jedną chwilę. Bądź gotów teraz, dzisiaj, bo jutro nie od nas zależy.
Cytat pochodzi z książki "Skandal miłosierdzia" a jego autorem jest biskup Grzegorz Ryś, który to na tymże plakacie także się znajduje. Plakat wszedł w moje posiadanie w komplecie razem z kubkiem, kartką urodzinową i książką. I o tej książce chciałabym trochę powiedzieć, bo książka jest po po prostu "bardzo". Bardzo dobra, bardzo mądra, bardzo interesująca, bardzo pozytywna, bardzo prawdziwa i też bardzo niepokojąca.
Może bardzo nie dać spokoju temu, kto ją przeczyta.

Czasem chodzę do różnych kościołów, czasem poza moim miastem, zdarza mi się słuchać różnych księży, różnych biskupów. Ukończyłam przyspieszony i skrócony kurs homiletyki, wiem jak powinno brzmieć dobre kazanie czy dobra homilia. Proszę uwierzyć, że jest to moim utrapieniem i przyczyną smutku niekiedy. Ale wiem też, że jeżeli w czasie homilii moja uwaga skupiona jest wyłącznie na treści, kiedy jedynym moim problemem jest to, żeby nie zgubić ani jednego słowa, żeby nawet całe zdania zapamiętać i móc te zdania powtarzać innym to znaczy, że homilia była dobra. I nie obchodzi mnie wtedy na jakiej strukturze została oparta.
Tak właśnie mam z bp. Rysiem. I bez znaczenia jest czy tego człowieka się słucha czy czyta. Mnie zawsze porywa.

Bp Grzegorz Ryś komentuje Pismo Święte. Nie robi niczego innego, nie wymyśla, nie tworzy, nie ściąga teorii z kosmosu. Nie mówi niczego od siebie, wszystkie wnioski wypływają z medytowanego tekstu. A do tego zadziwia ogromna wiedza, poczucie humoru, cięty język, postawienie czasem sprawy na ostrzu noża. Mocne.
[kiedy się kliknie w grafikę to otworzy się w dużej rozdzielczości :) ]
Nie dziwmy się, że za dobro trzeba płacić. Oczekujemy, że za spełnianie dobra należy się nam jakaś zapłata, niekoniecznie nawet finansowa. Wystarczy, że ktoś nas widzi albo pochwali... Ewangelia natomiast mówi, że gdy chcemy czynić dobro, powinniśmy być przygotowani, by za to zapłacić. Za dobro trzeba w życiu płacić! Nie ma innej zasady owocowania.
[s. 226]
Dlaczego tutaj jesteśmy? Dlaczego Kościół w Polsce owocuje powołaniami? Może dlatego, że w Chinach albo w Afryce ludzie giną za wiarę? Zasady, które rządzą królestwem Bożym, naprawdę są kompletnie inne niż te, które nam zdają się oczywiste. Kościół to naczynia połączone.
[s. 225.]

Przeczytaj, ale pamiętaj, że Biskup twojego życia za Ciebie nie zmieni. Że w nawróceniu nie chodzi tylko o katarsis przeżyte w towarzystwie własnych czterech ścian. Że nie po to masz przeczytać tę książkę, żeby móc docenić kunszt retoryczny autora. Albo po prostu przeczytaj i zrób z tym fantem co będziesz uważał za stosowne.

PS.
Trochę się lękam, że ktoś kiedyś Biskupowi doniesie, że jest taka ściana, na której wisi plakat z jego podobizną ;)

tytuł: Wiara z lewej, prawej i Bożej strony
autor: bp Grzegorz Ryś
wydawnictwo: WAM
data wydania: 2014
ilość stron: 312
numer ISBN: 9788377678770

22 stycznia 2015

Papież Franciszek od wszystkiego

Może to przez moje ogromne przywiązanie do stylu Benedykta XVI, ale mam takie poczucie, że kreuje się rzeczywistość, w której przed Franciszkiem nie było niczego...

Nie chcę, żeby tropienie nieścisłości liturgicznych, stylistycznych czy prawnych pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka stało się moją paranoją. Nie mam obsesji na punkcie Benedykta XVI, przyjęłam do wiadomości zmianę na Stolicy Apostolskiej i całą sobą uważam Franciszka za mojego papieża.
Wiele rzeczy jednak nie daje mi spokoju, choćby książka "Lider. Papież Franciszek", która w dużej mierze zawiera zapis alternatywnej wizji świata, której głównym punktem odniesienia jest człowiek w gumiakach, karmiący świnie i piorący ubrania swoich współbraci. Autor zarzeka się, że to co stworzył nie jest biografią, zrozumiałam też, że nie chodzi mu o klasyczną mowę motywacyjną. Trzymam więc w rękach nie wiadomo co i zastanawiam się, do czego jeszcze ludzie użyją następcy Świętego Piotra?

Nie będę przepraszać, że dla mnie papież jest Namiestnikiem Chrystusa i chciałabym, żeby jako taki był traktowany (i żeby te argentyńskie świnie już zostawić w spokoju). Nie, nie o to chodzi, żeby teraz roztrząsać, kto kim dla kogo jest. I dlaczego ludzie wykorzystują pokorę i bezpośredni styl papieża, żeby prezentować go jako równego gościa, który tylko sobie coś tam mówi.
Chodzi o to, żeby nie czynić z Franciszka pierwszego papieża, który w końcu na serio wziął nauczanie Jezusa Chrystusa! Na prawdę, przed nim był tłum świętych papieży, którzy wychodzili naprzeciw trudnościom i reformowali Kościół, byli otwarci na ludzi, pobożni, pokorni oraz (co wysuwane jest jako najważniejsze w postawie papieża) wprowadzali zmiany, rozumieli współczesność i nie odrzucali rozwoju cywilizacyjnego!
Mój średni iloraz inteligencji pozwolił mi na zapamiętanie informacji o świniach, gumiakach i pralni oraz o braku czerwonych butów, skromnym apartamencie i zwykłym samochodzie. Zupełnie tak, jakby to było sednem posługi papieża. To prawda, że przytoczone zostały też opowieści o innych historiach z życia ojca Bergoglio, ale one niebezpieczne giną pod papieskimi czerwonymi butami...
Boję się, że coraz częściej papież będzie zyskiwał sympatię jako jeden w wielu liderów organizacji z wielowiekową tradycją... A to chyba nie o to chodzi.

Niestety, w trakcie czytania bywały chwile kiedy łapałam się za głowę (dosłownie i w przenośni):
Papież Franciszek odziedziczył niefortunny bagaż trwających od dawna dysfunkcji i nieprawidłowości organizacyjnych. Te ropiejące wrzody należy uleczyć, tworząc bardziej wiarygodną, cieszącą się większym szacunkiem i bardziej profesjonalną strukturę administracyjną. [s. 216]
Chwała papieżowi Franciszkowi za to, że odważył się na własny, mały bunt przeciw izolacji; nie dał się zamknąć w kokonie apartamentów papieskich i odgrodzić od codziennej rzeczywistości dmuchanym pontonem złożonym z hierarchów, Gwardii Szwajcarskiej i innych urzędników kościelnych. [s.105]

Za to, jeżeli ktoś potrzebuje motywacji może to być właśnie ta książka, która zmieni jego sposób patrzenia na świat i siebie. Problemem może być fakt, że autor chce dotrzeć do wszystkich. Raz więc zupełnie odrywa swoje przesłanie od fundamentów religijnych, robiąc to, moim zdaniem, na siłę, nawet w takich momentach, w których na prawdę nie jest to konieczne. Tłumaczy przy tym laikom pewne kwestie, które dla średnio praktykującego katolika są oczywiste (i umówmy się, używa przy tym zdecydowanie przesadzonej generalizacji). Innym razem podkreśla swój silny związek z Kościołem i fakt, że jego główny bohater (czyli Franciszek) być może wyłącznie dzięki Kościołowi osiągnął wszystkie swoje umiejętności przywódcze...
Po prostu nigdy nie wiadomo. Nigdy nie wiadomo, kiedy nasza zwykła, codzienna praca lub zwykła rozmowa z przyjacielem stanie się momentem zwrotnym w czyimś życiu. [s. 159]

Książka napisana została dla liderów, a nie dla fanów Franciszka. Poza wątkami biograficznymi często do głosu dopuszczane są osobiste doświadczenia autora czy różnorakie anegdoty. Ta pozycja ma swoją wartość.
Ja jednak wyczuwam w tej książce pewną niespójność. I potwierdziło się moje przeczucie, że papież Franciszek jest od wszystkiego, ale najmniej jest nam potrzebny do tego, żeby go słuchać i dzięki temu pogłębiać swoją relację z Bogiem i związek z Kościołem... (czyli na dobrą sprawę, mamy z nim ten sam kłopot co z wszystkimi jego poprzednikami).

Książka jak zwykle posłużyła mi wyłącznie za pretekst. Nie omówiłam wszystkich wątków, a właściwie głównie powiedziałam tylko o tym, co mi się w niej nie podobało. Czytanie jej to nie grzech, ale chyba należałoby to robić z pewnym dystansem.


tytuł: Lider. Papież Franciszek
autor: Chris Lowney
wydawnictwo: WAM
data wydania: 2014
numer ISBN: 9788327701480

9 stycznia 2015

Książka ze świętych obcowaniem w tle

Proszę, sprowadźmy książki Chestertona wyłącznie do podręczników retoryki. Czytajmy je jako zapis procesów myślowych wybitnego intelektualisty. Reklamujmy jako kształtujące lapidarność stylu! Święty Augustyn wszakże nawrócił się pod wpływem nauczania świętego Ambrożego, którego słuchał wyłącznie z powodu jego kunsztu oratorskiego...

Wiele bym dała, aby choć jedna pozycja tego autora trafiła do rąk każdego studenta filologii polskiej, dziennikarstwa czy czego tam jeszcze. Bardzo bym sobie życzyła, żeby tego fantastycznego człowieka poznał każdy licealista. A każde korporacyjne szkolenie kończyło się obowiązkową lekturą jakiegoś jego dzieła. To moje noworoczne marzenie. Będę robiła wszystko, aby je spełnić :)

Dużo chyba mówię o świętości. Zaczęłam od prezentacji maturalnej, podczas której przewodnicząca komisji zadała mi pytanie, czy naprawdę zgadzam się z tezą, że świętość jest dostępna dla wszystkich... Od tamtej pory mam poczucie, że nawet jeżeli nikt tego pytania nie zadaje to wszyscy chcąc usłyszeć na nie odpowiedź. Ale nie o tym miałam pisać.

Zmierzam do świętych obcowania, czyli do tej wspólnoty, którą mamy my z tymi, który są już w niebie (oraz w czyśćcu). To całkiem realna rzeczywistość. Nie na darmo modlimy się do świętych, prosimy o wstawiennictwo czy hmm... nawet o radę. Nieustannie apeluję, żeby szukać swojego świętego, takiego żeby mógł zostać naszym przyjacielem. A że obcowanie świętych to nie tylko wspólnota z tymi kanonizowanymi to pozwolę sobie na wyznanie, że do Gilberta Chestertona mam stosunek co najmniej osobisty.

Historia jest prosta i nieskomplikowana, na dodatek w zupełności pozbawiona patosu. Otóż po zakończeniu lektury Ortodoksji w pełnym przekonaniu uznałam, że warto poinformować autora jakie są moje odczucia. Niewiele się zastanawiając wygłosiłam swoją recenzję: "Heretycy byli lepsi, Panie Chesterton" i jestem pewna, że Pan Chesterton odwdzięczył się jakąś kąśliwą, acz trafną ripostą. Takie moje obcowanie świętych.
I dla obrony samej siebie dodam, że po świecie krążą głosy jakoby proces beatyfikacyjny Gilberta Chestertona był bliski. Także, Panie Chesterton ja tu będę robić reklamę i Heretykom, i Ortodoksji a Pan tam będzie za mną orędował :)

Być może to właśnie dlatego łatwo było mi odnaleźć się w historii zagubionego i poranionego Augustyna, który spotkał na swojej drodze biskupa Ambrożego, mądrego i światłego świętego. Choć ze mnie żaden święty Augustyn i z Chestertona żaden biskup.
A Ortodoksja, choć w moim odczuciu nie tak porywająca jak Heretycy, jest majstersztykiem. I cokolwiek bym o niej napisała to będzie za mało, nie dość pięknie i nie dość dobrze :)

Musicie przeczytać!

tytuł: Ortodoksja
autor: Gilbert Keith Chesterton
data wydania: 2004
wydawnictwo: Fronda
ilość stron: 288
numer ISBN: 83-7031-427-9

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...