19 sierpnia 2017

A ty? Którędy pójdziesz, kiedy minie szok?

W tej książce to chyba szokuje wszystko. Szokuje, że tę książkę napisała kobieta. Szokuje fakt, że te trafne i wartościowe spostrzeżenia zostały spisane już w dwudziestoleciu międzywojennym (czyli dawno temu w trawie)! Szokuje poziom trzeźwości spojrzenia na wybór życiowej drogi i szokuje, że człowiekowi, niezależnie od epoki w jakiej przyszło mu żyć, potrzeba właśnie takiego oglądu rzeczywistości. Rzeczywistości ostatecznej zresztą.

Książka nosi podtytuł Rzecz o zadaniach życia ze szczególnym uwzględnieniem sprawy misjonarzy świeckich. Została wydana pierwszy raz w 1933 roku (z prywatnych funduszy autorki), według zapewnień p. Kazimiery, napisała ją w ciągu 7 godzin, w nocy z 12 na 13 kwietnia 1932 roku (czyżby kolejny szok?). Nawet jeżeli wziąć pod uwagę, że to zaledwie kilkadziesiąt stron to nadal wyczuwam tu opary geniuszu.

Tekst z okładki może jest nieco patetyczny, aczkolwiek zapewniam, że ten patos jak najbardziej odpowiada roli jaką autorka odegrała w świecie misyjnym i w świecie kościelnym. W świecie. Po prostu.
W 90. rocznicę utworzenia w Polsce Akademickiego Ruchu Misyjnego członkowie Akademickiego Koła Misjologicznego im. doktor Wandy Błeńskiej w Poznaniu czczą pamięć Kazimiery Berkanówny, która stała u początków działalności misyjnej w środowiskach świeckich.

Niniejsza publikacja zaskakuje dalekowzrocznością autorki. Kaźmira Berkanówna była na długie lata przed Vaticanum II wielką promotorką aktywnej obecności świeckich w Kościele. Wiele postulatów dotyczących zaangażowania laikatu w dzieło misyjne Kościoła nie doczekało się realizacji po dzień dzisiejszy.

fragment jednodniówki na
Międzynarodowy Akademicki Kongres
Misyjny w Poznaniu w 1927r.
Sama postać autorki... hmm... Jej życie to materiał na dobrą książkę lub film. Coś dobrego mogłoby z tego powstać. Wszędzie było jej pełno, ale pisała, żeby społecznictwo nie stało się tylko bezcelowym robieniem szumu. Trochę w niej było paradoksu już od początku. Wychowała się w Berlinie, a przecież była przekonaną patriotką. Nie czuła, że została stworzona do bycia żoną czy zakonnicą, ale nie dlatego, że uciekała od odpowiedzialności - ona wiedziała, że stan trzeci to równorzędny sposób na życie. I że w jej powołaniu maczał palce sam Stwórca!
Wielu i wielokrotnie proponowało jej wstąpienie do klasztoru, była narzeczoną, rozpoczęła studia mimo, że ojciec całą swoją siłę włożył w wykształcenie jej na dobrą żonę swojego męża. A ona wiedziała, że bycie żoną to nie zawód - to powołanie i nie wolno nikogo zmuszać do podejmowania nie swojego powołania! Chciała służyć inaczej. I tak jak chciała tak robiła. Oj, brakuje nam takiej bezkompromisowości...

Napisała kilka książek, władała 5 językami, wydawała własny miesięcznik, założyła mnóstwo kół misyjnych, zaangażowała we wspieranie misji tysiące młodych, chorych, kobiet, kleryków, nauczycieli i specjalistów w różnych dziedzinach. Mówią, że to ona była u źródeł decyzji o wyjeździe na misje dr Wandy Błeńskiej (pracowała 43 lata jako lekarz w Ugandzie z trędowatymi). Jedna kobieta.

Dlaczego o niej piszę? Bo warto spojrzeć na takiego człowieka, kiedy wydaje się, że nie podołamy. Bo wkurza mnie, że naprawdę niezwykli ludzie giną gdzieś w otchłani niepamięci. Bo miała marzenia i plan. Bo nie poddała się, kiedy pod koniec życia mieszkała w suterenie, straciła wzrok i dopadł ją paraliż. Istniała naprawdę.

Jeszcze książka! Kazimiera Berkan roztacza przed czytelnikiem wizję trzech powołań, dzięki którym powinno dążyć się do zbawienia i czynić życie innych ludzi lepszym. Nie szczędzi ostrych słów i twardo ocenia tych, którzy celowo lub przez zaniedbanie mijają się z tym, do czego są powołani.
Treść książki czasem może szokować jasnością i stanowczością zawartych w niej poglądów. Z pewnością jest warta przeczytania! I taka aktualna...
I na nas zstąpił Duch Święty, jak na Apostołów. Nie dał nam co prawda gotowej znajomości języków, ale udzielił możności i zapału do nauki i do pracy, byśmy szli w ślady Apostołów. (str. 34)
Na pewno istnieją pracownicy samotni, którzy nie czują ochoty do małżeństwa ani do stanu duchownego, a odczuwają jednakże potrzebę wspólnoty duchowej. Chcą korzystać ze swej swobody nie dla wygody, lecz dla dobra bliźnich. Wyrzekli się szczęścia osobistego, by nieść je drugim. Myślę, że społecznicy tacy są najlepszym materiałem dla szerzenia i realizowania wielkich idei ludzkości! Powołanie ich jest odrębne i trudne. (str. 32)
Gdy odezwie się w duszy głos ku szukaniu swej przyszłej drogi życia, przy ukończeniu uczeni wstępnej, badajcie z wiarą i ufnością, odsuwając się od wszelkich wpływów ludzkich. Idźcie wpierw na osobność, by decydować o sobie. Macie prawo do wyboru.  Potem wróćcie do ludzi, by im mówić, słowem i czynem, iż znaleźliście prawdę życia i chcecie jej być wiernymi i zyskiwać jej nowych wyznawców. Tak czyńcie. (str. 7)

Dla niezdecydowanych jeszcze zaproszenie do lektury książki na portalu www.maika.com.pl!
A zdecydowanych kieruję na stronę Akademickiego Koła Misjologicznego - www.misja.info, tam można znaleźć namiary i skontaktować się w celu wejścia w posiadanie tej książki :)

tytuł: Którędy pójdziesz? Trzy drogi życia
autor: Kazimiera Berkan
wydawnictwo: Akademickie Koło Misjologiczne
data wydania: 2017
ilość stron: 79
numer ISBN: 9788363948160


4 lutego 2015

Ten, który zawisł u mnie na ścianie

W bezpośrednim towarzystwie sefie z abp. Gądeckim i abp. Migliore, zaraz obok Chrystusa Pantokratora, Ducha Świętego i św. Józefa Kaliskiego, w tym samym pokoju co św. Jan XXIII i Anioł Stóż Zawodowiec, w podobnym formacie co moje zdjęcie z przedszkola (wspomnienie po czasie, kiedy byłam jeszcze piękna i młoda ;) ). Wisi na ścianie plakat z idolem. Dostałam go na urodziny, mnie samej nie stać by było na taką fantazję. Chyba.

Na plakacie tekst:
Nawrócenia nie da się odłożyć na później. Choćbyś miał tysiące ważnych spraw, musisz złapać tę jedną chwilę. Bądź gotów teraz, dzisiaj, bo jutro nie od nas zależy.
Cytat pochodzi z książki "Skandal miłosierdzia" a jego autorem jest biskup Grzegorz Ryś, który to na tymże plakacie także się znajduje. Plakat wszedł w moje posiadanie w komplecie razem z kubkiem, kartką urodzinową i książką. I o tej książce chciałabym trochę powiedzieć, bo książka jest po po prostu "bardzo". Bardzo dobra, bardzo mądra, bardzo interesująca, bardzo pozytywna, bardzo prawdziwa i też bardzo niepokojąca.
Może bardzo nie dać spokoju temu, kto ją przeczyta.

Czasem chodzę do różnych kościołów, czasem poza moim miastem, zdarza mi się słuchać różnych księży, różnych biskupów. Ukończyłam przyspieszony i skrócony kurs homiletyki, wiem jak powinno brzmieć dobre kazanie czy dobra homilia. Proszę uwierzyć, że jest to moim utrapieniem i przyczyną smutku niekiedy. Ale wiem też, że jeżeli w czasie homilii moja uwaga skupiona jest wyłącznie na treści, kiedy jedynym moim problemem jest to, żeby nie zgubić ani jednego słowa, żeby nawet całe zdania zapamiętać i móc te zdania powtarzać innym to znaczy, że homilia była dobra. I nie obchodzi mnie wtedy na jakiej strukturze została oparta.
Tak właśnie mam z bp. Rysiem. I bez znaczenia jest czy tego człowieka się słucha czy czyta. Mnie zawsze porywa.

Bp Grzegorz Ryś komentuje Pismo Święte. Nie robi niczego innego, nie wymyśla, nie tworzy, nie ściąga teorii z kosmosu. Nie mówi niczego od siebie, wszystkie wnioski wypływają z medytowanego tekstu. A do tego zadziwia ogromna wiedza, poczucie humoru, cięty język, postawienie czasem sprawy na ostrzu noża. Mocne.
[kiedy się kliknie w grafikę to otworzy się w dużej rozdzielczości :) ]
Nie dziwmy się, że za dobro trzeba płacić. Oczekujemy, że za spełnianie dobra należy się nam jakaś zapłata, niekoniecznie nawet finansowa. Wystarczy, że ktoś nas widzi albo pochwali... Ewangelia natomiast mówi, że gdy chcemy czynić dobro, powinniśmy być przygotowani, by za to zapłacić. Za dobro trzeba w życiu płacić! Nie ma innej zasady owocowania.
[s. 226]
Dlaczego tutaj jesteśmy? Dlaczego Kościół w Polsce owocuje powołaniami? Może dlatego, że w Chinach albo w Afryce ludzie giną za wiarę? Zasady, które rządzą królestwem Bożym, naprawdę są kompletnie inne niż te, które nam zdają się oczywiste. Kościół to naczynia połączone.
[s. 225.]

Przeczytaj, ale pamiętaj, że Biskup twojego życia za Ciebie nie zmieni. Że w nawróceniu nie chodzi tylko o katarsis przeżyte w towarzystwie własnych czterech ścian. Że nie po to masz przeczytać tę książkę, żeby móc docenić kunszt retoryczny autora. Albo po prostu przeczytaj i zrób z tym fantem co będziesz uważał za stosowne.

PS.
Trochę się lękam, że ktoś kiedyś Biskupowi doniesie, że jest taka ściana, na której wisi plakat z jego podobizną ;)

tytuł: Wiara z lewej, prawej i Bożej strony
autor: bp Grzegorz Ryś
wydawnictwo: WAM
data wydania: 2014
ilość stron: 312
numer ISBN: 9788377678770

22 stycznia 2015

Papież Franciszek od wszystkiego

Może to przez moje ogromne przywiązanie do stylu Benedykta XVI, ale mam takie poczucie, że kreuje się rzeczywistość, w której przed Franciszkiem nie było niczego...

Nie chcę, żeby tropienie nieścisłości liturgicznych, stylistycznych czy prawnych pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka stało się moją paranoją. Nie mam obsesji na punkcie Benedykta XVI, przyjęłam do wiadomości zmianę na Stolicy Apostolskiej i całą sobą uważam Franciszka za mojego papieża.
Wiele rzeczy jednak nie daje mi spokoju, choćby książka "Lider. Papież Franciszek", która w dużej mierze zawiera zapis alternatywnej wizji świata, której głównym punktem odniesienia jest człowiek w gumiakach, karmiący świnie i piorący ubrania swoich współbraci. Autor zarzeka się, że to co stworzył nie jest biografią, zrozumiałam też, że nie chodzi mu o klasyczną mowę motywacyjną. Trzymam więc w rękach nie wiadomo co i zastanawiam się, do czego jeszcze ludzie użyją następcy Świętego Piotra?

Nie będę przepraszać, że dla mnie papież jest Namiestnikiem Chrystusa i chciałabym, żeby jako taki był traktowany (i żeby te argentyńskie świnie już zostawić w spokoju). Nie, nie o to chodzi, żeby teraz roztrząsać, kto kim dla kogo jest. I dlaczego ludzie wykorzystują pokorę i bezpośredni styl papieża, żeby prezentować go jako równego gościa, który tylko sobie coś tam mówi.
Chodzi o to, żeby nie czynić z Franciszka pierwszego papieża, który w końcu na serio wziął nauczanie Jezusa Chrystusa! Na prawdę, przed nim był tłum świętych papieży, którzy wychodzili naprzeciw trudnościom i reformowali Kościół, byli otwarci na ludzi, pobożni, pokorni oraz (co wysuwane jest jako najważniejsze w postawie papieża) wprowadzali zmiany, rozumieli współczesność i nie odrzucali rozwoju cywilizacyjnego!
Mój średni iloraz inteligencji pozwolił mi na zapamiętanie informacji o świniach, gumiakach i pralni oraz o braku czerwonych butów, skromnym apartamencie i zwykłym samochodzie. Zupełnie tak, jakby to było sednem posługi papieża. To prawda, że przytoczone zostały też opowieści o innych historiach z życia ojca Bergoglio, ale one niebezpieczne giną pod papieskimi czerwonymi butami...
Boję się, że coraz częściej papież będzie zyskiwał sympatię jako jeden w wielu liderów organizacji z wielowiekową tradycją... A to chyba nie o to chodzi.

Niestety, w trakcie czytania bywały chwile kiedy łapałam się za głowę (dosłownie i w przenośni):
Papież Franciszek odziedziczył niefortunny bagaż trwających od dawna dysfunkcji i nieprawidłowości organizacyjnych. Te ropiejące wrzody należy uleczyć, tworząc bardziej wiarygodną, cieszącą się większym szacunkiem i bardziej profesjonalną strukturę administracyjną. [s. 216]
Chwała papieżowi Franciszkowi za to, że odważył się na własny, mały bunt przeciw izolacji; nie dał się zamknąć w kokonie apartamentów papieskich i odgrodzić od codziennej rzeczywistości dmuchanym pontonem złożonym z hierarchów, Gwardii Szwajcarskiej i innych urzędników kościelnych. [s.105]

Za to, jeżeli ktoś potrzebuje motywacji może to być właśnie ta książka, która zmieni jego sposób patrzenia na świat i siebie. Problemem może być fakt, że autor chce dotrzeć do wszystkich. Raz więc zupełnie odrywa swoje przesłanie od fundamentów religijnych, robiąc to, moim zdaniem, na siłę, nawet w takich momentach, w których na prawdę nie jest to konieczne. Tłumaczy przy tym laikom pewne kwestie, które dla średnio praktykującego katolika są oczywiste (i umówmy się, używa przy tym zdecydowanie przesadzonej generalizacji). Innym razem podkreśla swój silny związek z Kościołem i fakt, że jego główny bohater (czyli Franciszek) być może wyłącznie dzięki Kościołowi osiągnął wszystkie swoje umiejętności przywódcze...
Po prostu nigdy nie wiadomo. Nigdy nie wiadomo, kiedy nasza zwykła, codzienna praca lub zwykła rozmowa z przyjacielem stanie się momentem zwrotnym w czyimś życiu. [s. 159]

Książka napisana została dla liderów, a nie dla fanów Franciszka. Poza wątkami biograficznymi często do głosu dopuszczane są osobiste doświadczenia autora czy różnorakie anegdoty. Ta pozycja ma swoją wartość.
Ja jednak wyczuwam w tej książce pewną niespójność. I potwierdziło się moje przeczucie, że papież Franciszek jest od wszystkiego, ale najmniej jest nam potrzebny do tego, żeby go słuchać i dzięki temu pogłębiać swoją relację z Bogiem i związek z Kościołem... (czyli na dobrą sprawę, mamy z nim ten sam kłopot co z wszystkimi jego poprzednikami).

Książka jak zwykle posłużyła mi wyłącznie za pretekst. Nie omówiłam wszystkich wątków, a właściwie głównie powiedziałam tylko o tym, co mi się w niej nie podobało. Czytanie jej to nie grzech, ale chyba należałoby to robić z pewnym dystansem.


tytuł: Lider. Papież Franciszek
autor: Chris Lowney
wydawnictwo: WAM
data wydania: 2014
numer ISBN: 9788327701480

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...